Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marysia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marysia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2016

Dawno dawno temu....

Tak sobie pomyślałam, że teraz może być dobry czas, żeby pokazać coś, co zaczęło się równo rok temu... A mianowicie Święty Mikołaj przyniósł mi wielki worek pełen przepięknych włóczek z mojej ulubionej wełny merynoskiej, mięciutkiej i ślicznej w kolorach. Mikołaj dokładnie wiedział, które kolory, a było ich aż 15 :) I tak zaczęła się historia kolejnego koca w mojej szydełkowej karierze.



Koc tworzony był mniej więcej pół roku (do wakacji), a teraz służy całej rodzinie do przykrywania się w chłodniejsze poranki przed bajką lub wieczory przy filmie.



Podsumowując, koc wykonany jest z wełny Drops Merino Extra Fine, szydełkiem 5 mm, w 18 kolorach (nie byłabym sobą, gdybym do pierwszego wyboru nie dodała nowych kolorów;) Gotowy koc ma rozmiar 110x180 cm. Wzór wzięłam od Lucy z Attic24, a jest to wzór na Ripple Blanket.




Z resztek wełny z koca powstały (po dokupieniu kilku motków na uzupełnienie) dwa poncza dla moich dziewczynek, ale pokażę je dopiero, jak uda mi się wciągnąć wszystkie dyndające nitki (czekają już 2 miesiące przy dość intensywnym użytkowaniu mimo wszystko)

A dzisiaj zaczęłam nowy koc; tym razem dzidziusiowy:) Oczywiście z merynosa (mieszanka z bawełną). 

A tak zupełnie na koniec, żeby trochę usprawiedliwić moją długą nieobecność, zapraszam do zerknięcia na mój nowy projekt, który robimy z Marcinem i który zajmuje mi sporo czasu - kalendarze dla mam:)



Do zobaczenia!
Marysia

wtorek, 31 marca 2015

Wiosna

Nie wiem, co mi się stało, ale to juz drugi wpis w tym miesiącu.... wiosna, wiosna, wiosna!!!

A wraz z wiosną nowe dekoracje u nas w domu. Wyciągnęłam z szafki wiosenną girlandę z ptaszkami, którą zrobiłam już dwa lata temu (z tego wzoru). Bardzo ją lubię i dlatego pewnie będzie wisieć aż do jesieni, kiedy przyjdzie pora na bardziej stonowane barwy. Bo ta jest baaaaardzo kolorowa! To u nas nic nadwyczajnego, bo, jak może niektórzy wiedzą, uwielbiam kolory, a na wiosnę to już koniecznie musi być w domu kolorowe szaleństwo:)






Girlanda wiosenna wyjątkowo nie wisi na półce (pokazywanej już wcześniej), ale na witrynie, gdyż półkę od niedawna zajmują optymistyczne Happy Lights, które dostałam od męża:)



Zdjęć nie ma wiele, bo znów nie doczekałam się na fotografa (tym razem to z braku cierpliwości, bo jest w pracy;) i zdjęcia zrobiłam telefonem:P 


Wesołych Świąt i do zobaczenia!
Marysia 

poniedziałek, 23 marca 2015

Na koniec zimy

Miało być tak: Marcin bierze na weekend aparat i robi fajne zdjęcia mojego najnowszego dzieła, czyli superkolorowego komina, ktory zrobiłam sobie na koniec zimy i przedwiośnie, a ja mam czas, żeby w weekend coś napisać. Ale męża z różnych powodów nie bylo w domu cały weekend, więc piszę dziś z trójką maluchów za plecami, a zdjęcia są robione moim telefonem w piątek i sobotę przy okazji spacerów;)


Ale do rzeczy... Korzystając promocji wełanianych DROPSów, kupiłam sobie 100% wełnę w przechodzących kolorach o wdzięcznej nazwie "jagodowy muffin". Zrobiłam z niej ażurowy komin do mojej żółtej kurtki i mam teraz zestaw w sam raz na jeszcze szaro-bury koniec zimy i mgliste przedwiośnie, a w słoneczne dni optymizm dzięki niemu wzrasta u mnie razy dwa:)




Ze wzorem miałam trochę kłopotów, bo najpierw chciałam zrobić chustę ze wzoru "Southbay Shawlette" znalezionego na Ravelry (www.ravelry.com - kopalnia wzorów na szydełko i druty). Okazało się jednak, że potrzeba do tego conajmniej z tonę wełny, a ja miałam tylko 200g. Tak na serio potrzeba było 250-300g, a nie chciało mi się dokupować, więc sprułam całą moją pracę i poszukałam nowego wzoru. Chciałam zrobić muszelki, ale wzór na muszelki okazał się wzorem na zygzaki;) Zygzaki mi się podobają, więc został, a muszelki zrobiłam na końcu. Wzór pochodzi stąd, czyli od Stephanie z All About Ami.




Na koniec chciałam Wam jeszcze pokazać czapki, które zrobiłam dla dziewczynek jeszcze w październiku. Udało mi się nareszcie zrobić im zdjęcia; w zasadzie w ostatniej chwili, bo lada dzień czapki będą już zbyt ciepłe, gdyż są z grubej alpaki. Czapki są według wzoru, który znalazłam już rok temu, szukając pomysłu na czapkę dla Marcina (namiary na wzór podała już ostatnio Ania). Oryginału nie udało mi się sfotografować, ale wygląda podobnie, jest tylko ciut większy;) i czerwono-grafitowy. Czapki dziewczynek są szaro-różowe (a jakże:), ale dla rozróżnienia u jednej zaczęłam od różu, a u drugiej od szarości i tym sposobem unikamy codziennych sporów o to która jest czyja.



Do zobaczenia!

Marysia

środa, 21 stycznia 2015

Jeszcze trochę świątecznie

Święta, co prawda, dawno już minęły, ale nie zdążyłam pokazać moich świąteczno-zimowych wytworów, więc stąd ten post...

W tym roku w zasadzie dekoracje świąteczne zostały wyciągnięte z pudła (te robione własnoręcznie i nie), plus oczywiście na choince zawisły pieczone z dziećmi pierniki, ale nie byłabym sobą, gdybym nie dodała czegoś nowego szydełkowego. Zainspirowana girlandą (a jakże!) na blogu Crejjtion, postanowiłam stworzyć coś podobnego. Bardzo lubię korzystać ze wzorów znalezionych na blogach, ale tym razem wzór pochodził z książki autorki... Postanowiłam więc stworzyć swój własny. I oto: tadam!




Mój pierwszy autorski wzór:) a girlanda zawisła w miejsce jesiennej, pożyczonej od Franusia.






A kolejna świąteczna girlanda powstała jako prezent dla Reni. Szpiedzy donieśli mi, że aktualnie w mieszkaniu królują beże i ecru, i w ogóle jasności. W moich zasobach włóczkowych znalazłam milutką bawełnę w odcieniach białym, ecru i latte i powstała taka sobie girlandka.





Jakiś czas temu ci sami szpiedzy (dzięki, Mamo i Tato!) donieśli, że moje gwiazdko-śnieżynki idealnie wpasowały się w dekorację choinki, ale do zdjęć pozował mi, a w zasadzie Marcinowi, kuchenny kredens i piernikowy miś:)







Widoczna na zdjęciu śnieżynka to też mój pomysł:) Ogromną radość sprawiło mi wymyślanie nowych wzorów. Nigdy wcześniej tego nie robiłam i ściśle trzymałam się znalezionych wzorów, ale muszę przyznać, że tworzenie nowych to niezła frajda.

Mam nadzieję, że kolejny raz zagoszczę tu wcześniej niż za miesiąc;)
Do zobaczenia!

Marysia

środa, 26 listopada 2014

Girlandy

Girlandy to jedna z moich najulubieńszych małych form szydełkowych. Robi się je błyskawicznie; moga być megakolorowe, no i , według mnie, są bardzo efektowne. Dzisiaj przedstawię Wam trzy spośród kilku zrobionych przeze mnie od początku mojej przygody z szydełkiem.

Pierwsza powstała już dwa lata temu na samiuśkim początku mojego szydełkowania. Prosta, bo składająca się z kilku klasycznych "kwadratów babuni" połączonych oczkami łańcuszka. Kolory intensywne, ale jesienne, bo to jesień była właśnie. Polecam wszystkim, którzy chcą zacząć szydełkować. Wzorów na kwadraty można znaleźć mnóstwo w sieci, wystarczy kupić szydełko, ze trzy różne motki włóczki, posiedzień trochę w spokoju (jeśli się uda;) i voila!





Kolejna powstała na zamówienie Klary, która sama dobrała kolory (róż oczywiście, ale ku radości mamy również pomarańcz, żółty i zielony:).



A historia jest taka, że dla mającej się urodzić Anielki zrobiłam kolorową girlandkę jako ozdoba łóżeczka (niestety uprałam ją w pralce i się popruła...). Starsza córeczka zapragnęła więc mieć swoją własną, kolory wybrała, a ja zrobiłam znów "babuniowy" wzór, tym razem na trójkąty. Teraz girlanda ozdabia pokój dziewczynek.




I wreszcie najnowszy mój wyrób, tym razem dla najmłodszego. Starałam się, żeby kolory były w miarę konktrastujące i w miarę chłopięce. Z braku szerokiej gamy kolorystycznej włóczek bawełnianych w moich zasobach, powstała taka kombinacja. Też trójkąty, tylko w wersji mini. Aktualnie synuś pożyczył mi swoją girlandę do ozdobienia półki w pokoju dziennym, bo wpasowała mi się w jesienną dekorację.



Przy okazji naprawdę polecam girlandy jako pierwsze zawieszki dla maluszków. Można powiesić na szczebelkach łóżeczka, przy foteliku samochodowym. Te w kontrastującyh kolorach przyciągają wzrok malucha i fajnie może na nich ćwiczyć swoje jeszcze "rozbiegane" oczka:)



Marysia

środa, 12 listopada 2014

Historia pewnego kocyka

Od początku mojej przygody z szydełkiem dwa lata temu, bardzo chciałam wyszydełkować kocyk dziecięcy. Najpierw myślałam, że zdążę przed narodzinami mojej młodszej córeczki, ale wtedy moje umiejętności nie pozwoliły mi zrealizować tego planu. Dlatego, kiedy okazało się, że spodziewamy się trzeciego dziecka, jedną z pierwszych myśli było to, że będę mogła zrobić kocyk:) Wyszukałam milutkie włóczki dla dzieci, a na wzór wybrałam paseczki "granny stripes". Pozostała kwestia kolorów. Z niecierpliwością czekałam na połówkowe USG, żeby się dowiedzieć czy będzie chłopiec, czy dziewczynka. Miałam już kilka pomysłów w głowie, ale chciałam, żeby kocyk dla chłopca był bardziej w chłopięcych kolorach (czytaj: niebieskościach), a dla dziewczynki w dziewczyńskich (czytaj: z domieszką różu). Wiem, że to bardzo stereotypowe, ale cóż. Kiedy okazało się, że spodziewamy się chłopczyka, niebieskości wygrały i wybrałam taki oto zestaw kolorów.


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym pozostała w jednej tonacji kolorystycznej. Uwielbiam kolory i ciągle nie mogę się zdecydować, jaki jest mój ulubiony (ostatnio stwierdzam, że jednak pomarańczowy:). Więc i kocyk musiał być megakolorowy...



Po wykonaniu pierwszych 12 rzędów, czegoś mi brakowało, więc zamówiłam jeszcze dodatkowe motki w nowych kolorach i ostatecznie powstał paskowany kocyk w 16 kolorach:)





Żeby nie było, przeważają barwy zimne (niebieski, zielony i fiolet), ale nie zabrakło też żółci, pomarańczu i czerwieni.



A Franuś od początku sypia sobie smacznie pod milutkim kocyczkiem z wełny merynosa.



A teraz podsumowanie. Kocyk wykonałam włóczką Baby Merino, szydełkiem 3 mm. Wzór: "granny stripes" można znaleźć tu. Liczba kolorów: 16. Wymiary kocyka: 110x150 cm (mam nadzieję, że długo posłuży:)



Marysia

wtorek, 28 października 2014

Twórcza środa - dobry początek

Pewnego dnia na początku października odwiedziła mnie Ania i ni z tego ni z owego zapytała: "A może byśmy tak założyły razem bloga? Ty szydełkujesz, ja też szydełkuję i szyję; mogłybyśmy pokazywać to, co zrobimy." Pomyślałam: fajny pomysł, ale jak ja dam radę z trójką maluchów w domu? Ale Ania przekonywała, że damy radę, no więc zaczęło się... Mamy nadzieję, że będzie to miejsce, w którym będzie Wam dobrze i do którego z chęcią będziecie wracali w chwilach przerwy od pracy i codziennych zajęć. Co środę będziemy Wam pokazywać nasze prace w ramach cyklu "Twórcza środa". Z czasem będziemy pojawiać się także w inne dni tygodnia:) Zapraszamy!

A teraz na dobry początek coś jesiennego, czyli rękawiczki bez palców, które niedawno zrobiłam, żeby mi ręce nie marzły jesienią...


Rękawiczki, czy mitenki, jak niektórzy z angielska mówią, powstały z włóczki, która jest mieszanką wełny merynosa i bawełny, super milutkiej w dotyku. Z miesiąc temu kupując włóczkę na czapkę dla Marcina, zobaczyła ją w sklepie internetowym i pomyślałam: wow, jakie piękne kolory, muszę wypróbować!



Kupiłam dwa motki, potem dokupiłam trzeci; miało powstać coś małego. Wzór znalazłam tutaj i poszło... I takie oto milutkie rękawiczki powstały:)









Wprawdzie po pierwszym noszeniu okazało się, że na mnie są za duże. Przypadły więc mamie, a ja mam nową rzecz na szydełku, bo ręce nie przestały mi marznąć;) A włóczka należy do najmilszych, na jakich zdarzyło mi się pracować. Marzy mi się jakiś większy projekt z niej... Tym bardziej, że występuje w prawie 30 kolorach!
A na zakończenie jeszcze taki oto milutki koszyczek jesiennych włóczek.



Marysia